Jak doprowadzić do spalania tkanki tłuszczowej?

Napiszę parę słów na temat tkanki tłuszczowej w organizmie. Opieram się o to, co zrozumiałem z książek dr Funga.

Po pierwsze: Tłuszcz w organizmie nie jest "pomyłką ewolucyjną". Zwierzęta (oraz człowiek) są tak "zaprojektowane", że mają miejsce na zapasy energii. Te zapasy są właśnie zmagazynowane w tłuszczu.

Współczesny człowiek może chciałby, żeby tkanka tłuszczowa się nie odkładała, a ewentualna nadwyżka kalorii po prostu przechodziła przez nasz organizm i opuszczała go w sposób nazwijmy to "naturalny" (czyli np. podczas wizyty w WC). Czy nie byłoby to proste? Po co odkładać kalorie w tłuszczu, zamiast je po prostu wydalić? Czyżby Bóg czy też ślepa ewolucja (zależy kto w co wierzy) bezsensownie spartaczył swoje dzieło, jakim jest żywy organizm? Otóż nie.

Człowiek ma dwa magazyny energii. Jeden z nich jest w wątrobie. Ma on ograniczoną pojemność i wystarcza na czasy między częstymi posiłkami. Drugim magazynem jest tkanka tłuszczowa. Jej pojemność jest znacznie większa. Natomiast trudniej jest organizmowi z niej korzystać. Jednak aby się skutecznie odchudzić należy doprowadzić do tego, żeby organizm zaczął efektywnie korzystać z tych zasobów.

Rozwiązaniem, które proponują współczesne autorytety jest podejście: "Jedz mniej, ruszaj się więcej". I to z początku działa. Jeśli zmniejszymy podaż kalorii i zwiększymy ich spalanie to musi się pojawić deficyt, który skądeś trzeba pokryć. I spalamy tkankę tłuszczową. Na pierwszy rzut oka mamy to, o co chodziło. Jednak jest problem: Po długim czasie (kilka miesięcy) takiego podejścia nasze tempo przemiany materii spada. Brakuje nam energii, jesteśmy senni, źle się czujemy, a w dodatku przestajemy tracić na wadze (a nawet znowu tyjemy) mimo wysiłku fizycznego i odmawiania sobie jedzenia. Staramy się bardziej, ale to nic nie daje. Po prostu organizm przyzwyczaja się do zmniejszonej podaży kalorii i "wyhamowuje". Zachowuje się tak, jakby mówił sobie: "muszę oszczędzać, bo mam bardzo niskie dochody. Zmniejszam wydatki na ile to możliwe, a jeśli coś mi zostanie to odkładam to do skarbonki (czyli magazynuję tłuszcz)".

Żeby skutecznie zredukować masę tkanki tłuszczowej musimy doprowadzić do tego, żeby organizm przestał oszczędzać na normalnym funkcjonowaniu (czyli żeby nie zmniejszał tempa przemiany materii), a żeby zaczął korzystać ze zgromadzonych zapasów. Jak to zrobić?

Rozwiązaniem, które proponuje dr Fung jest post, czyli głodówka. W czasie głodówki organizm nie ma wyboru i po wyczerpaniu zapasów z wątroby w końcu sięgnie do tkanki tłuszczowej. Przy tym, co ważne, nie zmniejsza tempa przemiany materii. Jest to przystosowanie do przetrwania trudnego okresu. Jeśli organizm w ogóle nie ma dostaw energii (albo są one na tyle niskie, że nie pokrywają bieżącego zużycia) to nie ma wyboru - trzeba sięgnąć do zapasów na czarną godzinę. Czarna godzina nadeszła, więc organizm "zmienia tryb działania" czerpiąc ze zgromadzonych zapasów. W tym trybie zużycie energii nie spada - człowiek nie może być senny, niemrawy i ciężko myślący, bo "z punktu widzenia organizmu" powinien podjąć wysiłki w celu zdobycia pożywienia, więc musi mieć siłę i energię do działania. I póki ma zapasy tłuszczu, póty będzie w stanie działać na pełnych obrotach (dopiero po wypaleniu tłuszczu z braku innej możliwości zacznie spalać mięśnie, a w końcu dojdzie do śmierci głodowej).

Wnioski praktyczne: Należy wprowadzać długie przerwy między posiłkami (czyli wprowadzać okresy postu). Jak długie? Według Funga - nie ma ścisłego górnego limitu. Póki mamy zapasy tłuszczu, możemy działać. Najdłuższa opisywana w literaturze głodówka wyniosła 382 dni (przypadek Angusa Barbieri, opisany np. POD TYM LINKIEM). Przebywał w tym czasie pod kontrolą lekarzy i stracił 125kg (czyli średnio tracił na wadze niecały kilogram w trzy dni).

Jednak Fung nie pisze, żeby rywalizować z Angusem Barbieri. Proponuje on raczej zmniejszenie ilości posiłków dziennie i krótsze, powtarzalne głodówki (kilku- do kilkudziesięciogodzinne). Nie będę na ten temat tu więcej pisać - zainteresowanych odsyłam do książek dr Jasona Funga.

Napiszę jeszcze skrótowo co nieco o tym, co powoduje, że w jednym "trybie pracy" organizmu (gdy jemy często małymi porcjami) energia jest magazynowana w tłuszczu, a w drugim (gdy stosujemy długie przerwy między posiłkami) energia może być czerpana z zasobów tłuszczowych. Otóż (według Funga) decyduje o tym insulina. Jeśli poziom insuliny jest wysoki (a to ma miejsce po posiłku i utrzymuje się godzinami) to nadwyżka energii "idzie w tłuszcz". Jeśli poziom ten spadnie - możliwe jest czerpanie z tego magazynu. Gdy jemy często (np. 5 posiłków dziennie) to poziom insuliny wciąż jest wysoki i organizm nie potrafi skutecznie spalać tłuszczu. Jeśli wprowadzimy kilkugodzinne przerwy, to poziom insuliny spada i wtedy mamy szanse tracić na wadze. Po bardziej wyczerpujący opis ponownie odsyłam do książek Funga.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wyniki przed i po 13-dniowej głodówce

Kilka słów o lekarzach